pt., 08/07/2016 - 21:36

Coffeeshopy w Holandii

Co to są coffeeshopy?Co w nich mogę kupić? Ile gramów dokładnie? Skąd się one wzięły?I czy kupowanie marihuany jest w Holandii legalne?

Oto szybkie wprowadzenie w tematykę coffeeshopów w Holandii.

Dla wielu osób to nie wiatraki, tulipany czy kanały są pierwszymi skojarzeniami, przychodzącymi na myśl po usłyszeniu hasła „Holandia”.

Co roku setki tysięcy zagranicznych turystów przybywają do Holandii – a do Amsterdam w szczególności – w jednym celu: odwiedzić coffeeshop. Oczywiście nie po to, by wyjść z niego z pustymi rękoma.  


Co powinieneś wiedzieć o narkotykach w Holandii?

Mimo, że w ostatniej dekadzie wiele europejskich państw poluzowało politykę antynarkotykową, to właśnie Holandia wciąż uchodzi za symbol „kraju-największego przyjaciela zioła”. Wszystko za sprawą coffeeshopów: sklepów, w których kupić można marihuanę lub haszysz.

Sprawdź>>>Ile za marihuanę w Holandii?

Coffeeshopy są dzieckiem liberalnego podejścia do kwestii narkotyków, jakie narodziło się w Holandii w szalonych latach sześćdziesiątych. Na początku lat siedemdziesiątych myślenie to przełożyło się na rozwiązania polityczne i działanie policji oraz aparatu sprawiedliwości. A na początku lat dziewięćdziesiątych – na zapisy w prawie. 

Mimo to sprzedaż jakichkolwiek narkotyków jest w Holandii nadal nielegalna. Ale to jedynie teoria. Holendrzy znani są ze swej tolerancji, a piękne niderlandzkie słowo „gedogen” (tolerować, akceptować, przymykać na coś oko) spodobało się również holenderskim politykom i wymiarowi sprawiedliwości. Handel miękkimi narkotykami jest nielegalny, to prawda, ale jednocześnie jest on „gedoogd”, czyli tolerowany. A co za tym idzie: nie jest karalny.

Spełnionych musi być jednak kilka warunków. Jednym z filarów holenderskiego myślenia o narkotykach jest podział na narkotyki twarde i miękkie. Narkotyki miękkie to te mniej szkodliwe i mniej uzależniające, np. haszysz i marihuana. Narkotyki twarde to prawie cała reszta: kokaina, heroina, Extasy, amfetamina, itp.

 

 

 

Liberalni Holendrzy uznali na początku lat siedemdziesiątych, że walka z wszystkimi rodzajami narkotyków nie ma sensu. Ludzie tak czy siak będą korzystać z usług dilerów. Politycy stwierdzili w związku z tym, że skupią się nie na zakazywaniu i ściganiu, ale na kontrolowaniu i ograniczaniu szkód.

Dlatego uznali, że handel mniej groźnymi narkotykami miękkimi (soft drugs) nie powinien być ścigany. Taka była geneza pierwszych coffeeshopów. Jak sama nazwa wskazuje były one początkowo kawiarniami, w których tolerowani przez policję dilerzy sprzedawali niewielkie ilości miękkich narkotyków.

Brzmi to dziwnie, ale tak właśnie to w latach siedemdziesiątych wyglądało: amsterdamscy policjanci dogadywali się z co przyzwoitszymi dilerami i zawierali deal: wy będziecie handlować jedynie miękkimi narkotykami, w jedynie wyznaczonych do tego miejscach i sprzedawać będziecie je jedynie pełnoletnim, a my w zamian przymkniemy na to oko i skupimy się na walce z bardziej bezwzględnymi dilerami handlującymi wszystkim co popadnie i z każdym, kto ma na to tylko ochotę.
Owi tolerowani dilerzy coraz bardziej wrastali w krajobraz miasta, a model amsterdamski prędko stał się modelem ogólnokrajowym. Dilerzy z dilerów stali się pierwszymi właścicielami coffeeshopów. Niektóre z tych pionierskich amsterdamskich coffeeshopów istnieją do dziś.

Za pierwszy amsterdamski coffeeshop uchodzi otwarty w 1972 roku jako herbaciarnia Yellow Mellow. Jednym z największych i najpopularniejszych coffeeshopów w Amsterdamie jest istniejący od 1975 roku Buldog. Pierwszy oddział Buldoga pojawił się w słynącej z czerwonych latarni dzielnicy de Wallen. Od 1985 r. duża filia Buldoga stoi przy jednym z najpopularniejszych placów miasta, Leidseplein. Żeby było zabawniej: zanim w budynku pojawił się Buldog, mieścił się w nim posterunek policji.  

W 1992 roku zmodyfikowano „ustawę opiumową” (Opiumwet), obowiązującą od 1919 roku, która zakazywała handlu miękkimi narkotykami. W zmodyfikowanym dokumencie zapisano warunki, jakie coffeeshop musi spełnić, aby być „tolerowanym”. Coffeeshopy są nadal „nielegalne”, ale od 1992 r. znajdują się w holenderskim prawie zapisy, czyniące ich działalność „tolerowalną”. Trzeba tylko spełnić kilka warunków.  

Najważniejsze z warunków stawianych coffeeshopom:
- coffeeshop nie może się reklamować

- coffeeshop nie może sprzedawać twardych narkotyków, jedynie miękkie (marihuana, haszysz, niektóre z grzybków halucynogennych)

- klienci coffeeshopu nie mogą być obciążeniem dla ludzi mieszkających w okolicach coffeeshopu (bardzo słabo egzekwowalny warunek, bo jak to zmierzyć?)

- do coffeeshopu mają wstęp jedynie osoby, które ukończyły 18 rok życia

- jedna osoba może w ciągu jednego dnia kupić w jednym coffeeshopie maksymalnie pięć gramów miękkiego narkotyku

- w coffeeshopie znajdować się może maksymalnie 500 gramów narkotyków 

Jeśli zatem kupiłeś w coffeeshopie do 5 gramów marihuany, nie powinieneś się niczego obawiać. Jeśli jednak odwiedziłeś kilka coffeeshopów i masz przy sobie więcej niż 5 gramów, wtedy możesz być pociągnięty do odpowiedzialności karnej. W przypadku posiadania więcej niż 30 gramów oznaczać to może nawet kary do 2 lat pozbawienia wolności i grzywnę w wysokości ponad 11,000 euro.

Podobnie handel na własną rękę większymi ilościami miękkich narkotyków, masowa ich uprawa oraz posiadanie jakichkolwiek twardych narkotyków – nie wspominając już o handlu twardymi narkotykami lub ich przemycie – są ostro karane przez niderlandzkie prawo.

Miękkie narkotyki, niewielkie ilości, tolerowana sprzedaż w coffeeshopach – tak. Twarde narkotyki, duże ilości, sprzedaż na ulicy czy przemyt – nie, nie, nie. Tak można streścić holenderską politykę narkotykową.

W ostatnich latach podejście do narkotyków i coffeeshopów uległo w Holandii znaczącej zmianie.  Widać to choćby po ilości coffeeshopów.

W połowie lat dziewięćdziesiątych liczbę coffeeshopów w całej Holandii szacowano nawet na 2,000. W samym Amsterdamie miało być ich około 450. Od tego czasu ich liczba systematycznie spada. Na początku XXI wieku było ich w Holandii około 800, a w Amsterdamie – około 280. W 2010 roku ich liczba jeszcze bardziej się zmniejszyła. W całej Holandii było ich około 650, a w Amsterdamie 214.

Od 2007 roku nie można w coffeeshopach sprzedawać i spożywać alkoholu, a od połowy 2008 roku obowiązuje w nich zakaz palenia papierosów. Palić można tylko jointy, ewentualnie skusić się można na fajkę wodną. Z fajkami wodnymi jednak różnie bywa: Uważaj, fajka wodna bardziej szkodliwa niż myślisz!

Czasy się zmieniają: nastoletni lewaccy Holendrzy-dzieci kwiaty z lat sześćdziesiątych postarzeli się, a w miejsce czasem naiwnego liberalizmu zajęło konserwatywne podejście i narkotykowa polityka twardej ręki. Coraz więcej coffeeshopów nie dostaje od lokalnych władz licencji na dalsze działanie, także coffeeshopy znajdujące się zbyt blisko szkół są zamykane.

Poprzedni rząd próbował nawet zamknąć drzwi coffeeshopów w całym kraju przed turystami, wprowadzając specjalne „karty członków klubów coffeeshopowych”, tzw. wietpas. Coffeeshopy jednak nie dla turystów?

Nowy rząd wycofał się z pomysłu wietpas i nieco poluzował prawo, dzięki czemu turyści przyjeżdżający np. do Amsterdamu na razie nie muszą się niczego obawiać: do coffeeshopu wejdą. A jeśli tak zdecydują, nie wyjdą z niego z pustymi rękoma.  

Turyści w Amsterdamie, nie lękajcie się: nie wyrzucą was z coffeeshopów!