Prozac przestaje działać w kwietniu
Wielkimi krokami zbliża się Dzień Królowej. Chyba nikt nie zapomniał dramatu sprzed dwóch lat, kiedy to sfrustrowany przeciwnik Domu Królewskiego, Karst Tates, wjechał swoim Suzuki Swift w tłum pozdrawiający Rodzinę Królewską w Apeldoorn.
Karst chciał załatwić Beatix, a zamiast tego pozbawił życia sześć przypadkowych osób oraz siebie.
W tym roku inny Holender zapewnił już nam niezdrowe, medialne emocje. Tristan van der Vlis, dwudziestoczteroletni młodziedziec z Alphen a/d Rijn wpadł pewnej słonecznej soboty do centrum handlowego w tej miejscowości i zaczął strzelać na oślep. Zanim popełnił samobójstwo, zdołał wysłać na tamten świat sześciu nieszczęśników. (na zdjęciach miejsce tragedii w Alphen a/d Rijn)
Pozornie Tristiana i Karsta niewiele łączy. Karst był trzydziestoośmioletnim sfrustrowanym socjopatą. Za brak pracy i problemy mieszkaniowe obwiniał Rodzinę Królewską. Dużo młodszy Tristan był schizofrenikiem. Regularnie zwierzał się rodzinie i przyjaciołom, że przemawiają do niego duchy. Zapewne za ich namową przerobił swą półautomatyczną broń na automat i postanowił udowodnić, że shopping jest zajęciem szkodliwym, ba, wręcz zabójczym.
Dostrzegam w tych dwóch przypadkach jednakże wspólny mianownik. Obaj zabójcy byli skrajnymi produktami holenderskiej wersji państwa dobrobytu.
Holandia jest ewenementem w skali europejskiej. Sprawnie funkcjonującym paradoksem. Kontrola społeczna? No niby jest, ale zależy, gdzie się spojrzy. Ktoś wyrzucił dwie świnki morskie w worku na śmieci? Ścigać drania! Pedofile założyli partię polityczną? No cóż, shit happens. Schizofrenik dostał pozwolenie na broń? No przecież był pełnoletni.
Tutejszy system opieki społecznej jest bardzo wyrywkowy, wahający się od totalnej ignorancji i pozostawienia jednostek samych sobie, do ekstremalnej kontroli w sprawach, zdawałoby się, błahych.
Karst Tates nie miał przez jakiś czas pracy i mieszkania, włóczył się po okolicy i mieszkał w namiocie. Następnie „stanął na nogi” tylko po to, by dokonać krwawej zemsty. Żyjąc samotnie przez lata – bez rodziny i przyjaciół – nie wzbudził żadnego zainteresowania ze strony organizacji rządowych, zajmujących się udzielaniem pomocy osobom niedostosowanym społecznie (tzw. social ongeschikt)
Tristan mieszkał, co prawda, z ojcem, ale pozostawał pod stałą opieką psychiatry. Niestety, zaprzestał brania leków, na co zarówno jego lekarz, jak i opieka społeczna, nie zwrócili uwagi. Jakimś cudem uzyskał także pozwolenie na broń. Nikt nie wie, jakim.

Jednocześnie w „normalnych” rodzinach zdarzają się przypadki wieloletniego nadzoru Bureau Jeugdzorg, bo sąsiad zobaczył matkę wracającą ze sklepu z butelką wina i nie omieszkał donieść o tym w/w instytucji.
Niestety, nikt z sąsiadów nie doniósł na Tristana w odpowiednim czasie, ku nieszczęściu sześciu obywateli Alphen a/d Rijn.
Czekamy teraz z drżeniem na zbliżające się imprezy z okazji Koninginnedag. Ogłoszono już zakaz spożywania alkoholu w pociągach. Policja pewnie będzie postawiona w stan najwyższej gotowości, mysz się nie przeciśnie.
Nawet mysz – sabotażystka.
Żywię szczerą nadzieję, że Tristan wyczerpał już limit okrucieństw na ten rok, choć może wypadałoby powiedzieć „dekadę”, a lekarze nie będą skąpili recept na prozac.
Oby do maja.
gietat
Źródła:
Karst: http://www.karsttates.com/
Tristan: http://www.nu.nl/alphen-ad-rijn/
Gietat: http://gietat.blog.onet.pl/Kraj-frustratow,2,ID376052220,n







Komentarze
autorem i właścicielem zdjęć
autorem i właścicielem zdjęć jest redakcja mojaholandia.nl :)
wow. Faktycznie
wow. Faktycznie popaprane.
Szczegolnie ta bron dla schizofrenika.
Zdjęcia?
Kto jest autorem zdjęć?
Dodaj nowy komentarz