ndz., 09/06/2013 - 22:13

Pim Fortuyn

Najwybitniejszym Holendrem Wszechczasów - Pim Fortuyn.

Że co? Nie genialni malarze Van Gogh i Rembrandt, nie Wilhelm Orański, który wywalczył dla Holendrów niepodległość, nie wielki myśliciel Erazm z Rotterdamu i nie Willem Drees, twórca nowoczesnego państwa dobrobytu, jakim po wojnie stała się Holandia.

W telewizyjnym głosowaniu na największego Holendra wszechczasów wygrał w 2004 roku… Pim Fortuyn.

Do właściwiej oceny wydarzeń i postaci historycznych potrzeba dystansu i przede wszystkim długiej perspektywy czasowej – czyli dokładnie tego, czego Holendrzy nie mieli w przypadku telewizyjnego show w 2004 r., w którym to Pima Fortuyna wybrano „Największym Holendrem Wszechczasów”.

Dlaczego?

Po pierwsze, gdyż od zamordowania tego popularnego populistycznego antyislamskiego polityka w 2002 roku minęły wówczas dopiero dwa lata. 

Po drugie, gdyż kiedy 15 listopada 2004 r. Holendrzy wysyłali swe smsy, byli dopiero w dwa tygodnie po innym politycznym mordzie, który wstrząsnął krajem. Z rąk fanatyka znów zginął kolejny krytyk Islamu, tym razem reżyser Theo van Gogh [Zabójstwo Theo van Gogha (2.11.2004)], pracujący właśnie – o ironio losu – nad filmem o zamordowanym dwa lata wcześniej Fortuynie…

Dlatego do wyniku telewizyjnego show, w którym to Fortuyn został wybrany „Największym Holendrem Wszechczasów” podchodzić należy z dystansem. Ankiety i sondaże przeprowadzane później pokazywały, że był to bardziej nastrój chwili. Mając do wyboru na przykład Wilhelma Orańskiego i Fortuyna zdecydowana większość Holendrów uznawała później, że to jednak Wilhelm Orański był ważniejszy (w 84 % do 14 %).

W dodatku w kilka dni po emisji programu okazało się, że w wyniku awarii systemu nie policzono wszystkich głosów. Gdy policzone je ponownie wyszło, że to Wilhelm Orański dostał ich więcej niż Fortuyn (161,000-130,00). Program nadawany był na żywo, więc niewiele dało się już z tym zrobić. 

Fortuyn nie jest zatem „największym Holendrem wszechczasów”, przyzna to dziś prawie każdy, kto choć trochę historią Niderlandów się interesuje. Ale jego popularność na początku XXI wieku to fenomen, o którym należy pamiętać.

Kim zatem był Fortuyn? Mówiąc jednym zdaniem: politykiem, wykładowcą i felietonistą, którego zdecydowana krytyka Islamu, wzywanie do zaostrzenia polityki imigracyjnej i pogarda dla zgniłej „Hagi”, połączone z oratorskim talentem, medialnym obyciem i osobistą charyzmą, dla jednych stanowiły groźną, populistyczną mieszankę, a dla innych odwagę nazywania rzeczy po imieniu, której od lat brakowało politycznie poprawnej elicie.

Lista Pima Fortuyna, czyli wodzowska partia tego urodzonego w 1948 w Driehuis i mieszkającego w kiczowatej willi-pałacyku w Rotterdamie polityka, o mało co nie wygrała holenderskich wyborów parlamentarnych w 2002 roku.

Holendrzy, zmęczeni ośmioma latami rządów lewicowo-liberalnej koalicji zobaczyli w błyskotliwym Fortuynie faceta, który nazywa rzeczy po imiennie. I nie boi się mówić tego, co wielu ludzi myślało, ale co nie przechodziło przez usta politykom. Że przepaść pomiędzy imigrantami z Maroka a „białymi” Holendrami rośnie, że islam jest pożywką dla terroryzmu (przypomnijmy, to było w kilka miesięcy po 11.09.2001) i tak dalej.

Poza tym Fortuyn był barwną postacią. Nie krył swego homoseksualizmu, lubił obnosić się ze swym bogactwem, a w dyskusjach nie przebierał w słowach.

Flirt Holendrów z Fortuynem był pierwszą poważną przygodą niderlandzkiego wyborcy z populizmem oraz antyislamską, antyeuropejską i anty-imigracyjną ideologią. W kilka dni przed wyborami, w których partia Fortuyna liczyć mogła nawet na zwycięstwo, został on przed budynkiem stacji radiowej w Hilversum brutalnie zamordowany. Mordercą był lewacki aktywista związany z ruchem ekologicznym, Volkerta van der Graafa. Fortuyn miał 54 lata. (w 2014 roku, niemal równo w rocznicę śmierci, wyszedł na wolność jego zabójca, link >>> Odsiedział 12 lat. Jest wolny)


Pim Fortuyn stał się męczennikiem i postacią mitologiczną.

Pozbawiona wodza partyjka szybko się rozsypała, ale z przełomu, jakim była błyskawiczna kariera Fortuyna i wprowadzenie do debaty publicznej tematyki islamu i integracji, skorzystali inni politycy.

Kilkoro z nich już znikło z polityki (Rita Verdonk, Ayaan Hirsi Ali), ale jeden ze spadkobierców myśli Fortuyna ma się ciągle całkiem dobrze. Nazywa się Geert Wilders ( Wilders: nie jestem rasistą ).

 

10 Holendrów, których musisz znać!