Historia i kultura śr., 29/06/2016 - 21:07

Plac Dam (Dam Plein)

To tutaj wszystko się zaczęło. Trudno sobie wyobrazić, ale na początku XIII wieku w miejscu tętniącego dziś życiem placu znajdowało się kilka marnych chałupek otoczonych zewsząd wodą. Bo historia Amsterdamu – podobnie jak całej Holandii – to niekończąca się walka człowieka z tym żywiołem.

Pomiędzy dzisiejszym hotelem Krasnopolsky a Pałacem Królewskim  osiemset lat temu płynęła rzeka Amstel. To jej Amsterdam zawdzięcza swe początki – a także swą nazwę. Amstel wpadała tutaj do IJ, rzeki-zatoki, łączącej stały ląd z Morzem Północnym. Po obu brzegach rzeki Amstel zaczęli osiedlać się pierwsi przybysze. Liczba ludności, zamieszkującej tereny, które dziś nazywamy Holandią (wówczas o żadnym państwie nie było mowy) zaczęła w okolicach trzynastego wieku gwałtownie rosnąć. Nawet podmokłe terenu przy ujściu Amstel do IJ znalazły swych amatorów. Dziś nazwalibyśmy ich pierwszym amsterdamczykami, wówczas z pewnością zasługiwali na miano odważnych pionierów.

Pierwsze chatki wyrosły na brzegach rzeki Amstel, w miejscu dzisiejszej ulicy Nieuwendijk z jednej strony oraz Warmoesstraat z drugiej. Tak, Warmoesstraat - dziś ulica pełna coffeeshopów, gejowskich barów i seksclubów - jest jedną z najstarszych ulic miasta. Ponieważ wokołu królowały woda, bagna i grząskie torfowiska, domy budowano na specjalnie do tego usypanych sztucznych pagórkach, tzw. terpach. Pomagało to tylko na chwilę, wilgoć była tak intensywna, że po dziesięciu latach chata znów była zagrożona i usypywanie terpów trzeba było zacząć od nowa.

 

Kim byli ci pierwsi śmiałkowie, budujący fundamenty przyszłego Amsterdamu? Przeważali wśród nich chłopi, wydobywający torf na zlecenie biskupa Utrechtu.  Pomiędzy 800 a 1000 rokiem IJ i Amstel były całkowicie zarośnięte trzciną i zdominowane przez torfowiska; dopiero od jedenastego wieku zaczęło spływać tutaj więcej wody.

W okolicach roku 1200 Amstel składała się najprawdopodobniej z dwóch nitek; dopiero pracujący przy wydobyciu torfu chłopi, połączyli je w jeden, potężny strumień. Żeby uchronić leżące na brzegach chaty, usypano wzdłuż rzeki wysokie wały.

Jak jednak mieszkańcy jednego brzegu mieli przedostać się na drugi? Most byłby jakimś rozwiązaniem, ale o wiele mądrzejszym pomysłem była budowa tamy. Przecinająca rzekę Amstel tama, tuż przy ujściu Amstel do IJ, mogła skomplikowaną sytuację “hydrologiczną” młodziutkiej osady nieco uporządkować. Dlatego około 1250 roku zapadła decyzja: budujemy. Tama to w języku niderlandzkim dam – stąd przyszła nazwa placu.

Nowo powstała konstrukcja miała swoją śluzę, przez którą przepuszczano statki oraz wypuszczano wodę w kierunku IJ. Odcinek prowadzący dziś z placu Dam do dworca głównego był zatem tą częścią rzeki, która znajdowała się za śluzą. Dziś turyści po wyjściu z Centraal Station, zmierzając w kierunku placu Dam, spacerują wzdłuż snackbarów z flamandzkimi frytkami i Muzeum Sexu (ulica Damrak); siedemset pięćdziesiąt lat temu płynęła tędy woda wypuszczana z tamy (nie placu!) Dam w kierunku IJ (a nie dworca!). Trochę się tutaj, w sercu Amsterdamu, w ciągu siedmiu wieków zmieniło…

W kolejnych latach górna część tamy rozrastała się, aż w końcu stała się centrum malutkiej wioski: leżała bowiem dokładnie pomiędzy dwoma jej częściami. Dam przypominało coraz mniej tamę, a coraz bardziej plac. Podobnie było w przypadku wioski – mała osada rozrastała się, stając się później ważnym w okolicy miastem.

Miastem, którego jednym z symboli jest główny plac, Dam. Na którym wszystko się zaczęło – mimo, że był tylko tamą.