Historia i kultura pt., 06/02/2015 - 10:35

Wisława Szymborska o Holandii

A właściwie: o holenderskim malarzu Vermeerze. Poetka odwiedziła kilka lat temu Holandię.

Jednym z celów podróży było miasteczko Delft – miejsce urodzenia jednego z największych malarzy holenderskiego Złotego Wieku, Johannesa Vermeera. Którego polska noblistka uwielbiała. Ale oprócz oglądania obrazów polska noblistka kręciła się także w okolicach… coffeeshopów!

(Wisława Szymborska ,poetka, polska noblistka ur. 2 lipca 1923 - zm. 1 lutego 2012)

Zacznijmy, jak przystało na tekst o poezji, od wiersza. Tych, którzy na słowo „poezja” reagują alergicznie, od razu uspokajam: to jeden z najkrótszych opublikowanych utworów Szymborskiej. Nie licząc tytułu, 25 słów.

Oto i on:

Vermeer

    Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum
    w namalowanej ciszy i skupieniu
    mleko z dzbanka do miski
    dzień po dniu przelewa
    nie zasługuje Świat
    na koniec świata.

(z tomiku „Tutaj”)

Chodzi oczywiście o słynne dzieło Vermeera „Mleczarka”. Obraz ten powstał w 1658 r. i znany jest też pod tytułem „Przelewająca mleko” oraz kilkoma innymi nazwami.

Płótno jest niewielkie, 41 cm szerokości, 45,5 wysokości, a scena banalna: służąca (najprawdopodobniej) przelewająca mleko.

Mimo to dzieło Vermeera, mistrza pokazywania intymności, skupienia i ukrytego napięcia w pozornie banalnych codziennych sytuacjach, po dziś dzień fascynuje krytyków, znawców malarstwa i innych artystów.

Kto po przeczytaniu „Vermeera” poczuł nagłą ochotę zobaczenia oryginału, powinien udać się do Rijksmuseum w Amsterdamie.
Warto jednak polecić nie-wirtualną wizytę.

 

W Rijksmuseum znajduje się największa i najlepsza kolekcja siedemnastowiecznego (choć nie tylko) malarstwa niderlandzkiego.

Oprócz „Mleczarki” znajdziemy tu jeszcze trzy dzieła urodzonego w Delft mistrza. Oczywiście trzeba uważać, ponieważ Vermeer pozostawił po sobie niespełna 40 obrazów, a w ostatnich kliku dekadach krytycy i publiczność zobaczyła w nim geniusza, którego niekoniecznie widziano w XVII czy XVIII w., to obecnie każdy z „Vermeerów” jest na wagę złota.

Co oznacza, że często wyruszają w podróż. Przed odwiedzeniem Rijksmuseum warto wejść na stronę internetową muzeum, by się zorientować, czy przypadkiem „Mleczarka” czy któryś z innych Vermeerów nie jest akurat z wizytą w Paryżu, Tokio czy Nowym Jorku. (podstrona Rijksmuseum o Vermeerze).

Tekst ten nie jest jednak informacją turystyczną, a „holenderskim” wspomnieniem Szymborskiej, wróćmy zatem do sedna. Fakt, że Szymborska to właśnie w Vermeerze a nie w Rembrandcie czy Fransie Halsie – dwóch innych gigantach niderlandzkiego Złotego Wieku – zobaczyła pokrewną duszę nie powinien dziwić.

Rembrandt malował z rozmachem, z pasją, z werwą, Rembrandt nie powściągał swych uczuć, wręcz przeciwnie, zarówno on – jako malarz – jak i przedstawione przez niego postaci – jako bohaterowie jego licznych płócien – demonstrowali swą rozpacz, gniew, radość i tysiąc innych uczuć i pasji w ostentacyjny, kłujący w oczy, ale przejmujący sposób. Także sceneria, tło i słynna gra światłocieniem czyniła świat Rembrandta dynamicznym, rozedrganym i poruszającym.

Dorzućmy do tego rozległą tematykę prac Rembrandta: autoportrety i portrety, sceny biblijne i współczesne mu sceny zbiorowe, przedstawienia mitologiczne i płótna historyczne, oraz jego niezwykłą płodność artystyczną: ponad 300 obrazów olejnych, ponad 300 grafik i grubo ponad tysiąc zachowanych szkiców – i zrozumiemy, że Rembrandt to był całkiem inny świat niż Vermeer.

Oto Vermeer (“Koronczarka”)

Rembrandt to rozmach, Vermeer to wyciszenie. Rembrandt to Wielkie Tragedie, Vermeer to drobne dramaty. Rembrandt to Historia, Vermeer to tu i teraz. Rembrandt to przesada, Vermeer to powściągliwość. Rembrandt to ludzkość i tłum, Vermeer to człowiek i samotność.

Przenosząc tę, być może nieudolną, metaforę na współczesność: jeśli w Złotym Wieku polskiej poezji, jaki niewątpliwie przypadł na drugą połowę XX w. (Miłosz, Szymborska, Herbert, Różewicz, Zagajewski, by wymienić tylko kilka nazwisk), to Czesław Miłosz – z jego niezwykłą wszechstronnością i płodnością – był literackim Rembrandtem, to Szymborska była Vermeerem.

Od pozostawionych przez Miłosza wierszy, esejów, powieści, artykułów, mów, opracowań i tłumaczeń, uginają się półki. Dzieła zebrane Szymborskiej zmieścimy w jednym poręcznym tomie. Tak jak Rembrandt, Miłosz chciał być artystą totalnym. Tak jak Vermeer, Szymborska była artystką szczegółu, precyzji i wyciszenia.

Szymborska opublikowała niewiele wierszy, Vermeer pozostawił po sobie niewiele płócien. Kiedy w XVII wieku pracownie Rembrandta i innych gwiazd tamtych lat działały jak nowoczesne fabryki i seryjnie produkowały kolejne płótna, Vermeer miesiącami ślęczał nad pojedynczym dziełem. Kiedy w XX w. Miłosz rok w rok produkował kolejne tomiki pełne długich poematów, Szymborska publikowała jeden krótki wiersz jedynie co trzy miesiące. Kiedy Miłosz i Rembrandt zmagali się w swych dziełach z fundamentalnymi pytaniami Ludzkości, Wszechświata i Historii, Szymborska pisała o kocie w pustym mieszkaniu, a Vermeer malował służącą przelewającą mleko.

Spójrzmy zresztą lepiej na obrazy >>> Wisława Szymborska o Holandii (część 2)